Niemcy warzą

poniedziałek, 15 lutego 2016

Babcia jest Niemką.

„Ale taką prawdziwą Niemką, czy Niemką z Mazur?” - zapytał mnie starszy Niemiec-imigrant, w którego piekarni kupowałam chleb wieloziarnisty i kilka obiecujących bułeczek obsypanych ziarenkami, ale, jak się później okazało, zabarwionych karmelem. Szyld na zewnątrz ogłaszał po angielsku, że znalazłam się w niemieckiej piekarni i kawiarni, i eksponował flagę teksaską i niemiecką. Miejsce obwieszone było niemieckimi suwenirami, zestawionymi bez większego ładu i składu. Tu kamionkowe, pękate kubki malowane w kwiaty, tam ozdobne deski do krojenia chleba, stos podniszczonych, niemieckich Pań Domu, rzeźbiona fajka, barometr z panią i panem w bawarskich ubraniach, szklanica na napiwki w czarno-żółto-czerwonej skarpecie. Na jednej ze sklejkowych szafek leżał na grzbiecie teksaski armadillo (pancernik) z butelką wściekle różowego szampana w łapach. „A kim jest pan?” - chciało mi się zapytać. Zwłaszcza po spróbowaniu piekarnianego Bratwursta.

pocztówka ze słońca

poniedziałek, 8 lutego 2016

To chyba było na drugim albo trzecim roku studiów. Marzec albo początek kwietnia. Wiatr na plaży potrafił być jeszcze całkiem lodowaty. Pogoda jednak na tyle wiosenna, że ku zgrozie Mamy pojechałam w króciutkiej ortalionowej kurteczce podszytej wiatrem i polarem. Wysłałam wykładowcom emaila, że przez tydzień mnie nie będzie. W sumie było to niepotrzebne, bo każdy student miał prawo do dwóch niewyjaśnionych nieobecności, ale ja nie lubię zostawiać spraw nieprzyfastrygowanych, siepiących się niechlujnie. Coś tam trzeba było oddać, nie oddałam; czymś tam się przejmować, u mnie nastąpił już przesyt.


bagatelka nie do przeskoczenia

poniedziałek, 1 lutego 2016

To były pierwsze Święta, które spędzałam z dala od rodziny, i czułam się z tego powodu podle. Bardziej niż sam fakt mojej nieobecności bolało mnie to, że nie wolno mi było wrócić.

Myślę, że to jedna z tych rzeczy, dla których nie ma przeskoczenia ani pojednania, ani odkupienia.

Tak, zdecydowanie jestem duszą niepokorną. Inne osoby przyjeżdżają na krótkofalową wizę i zostają, później kilkanaście, kilkadziesiąt lat nie mogą przekroczyć granicy. W odległym kraju ojczystym, najbliżsi pobierają się, rodzą dzieci, chorują i umierają, a ich tam nie ma. Moje półtora roku nie ma co stawać w szranki z takim przebiegiem. A jednak myślę, że czas nie ma tu znaczenia, i nie ma znaczenia większa lub mniejsza rogatość duszy. Takie uczucie ubezwłasnowolnienia, więcej: arbitralnego gwałcenia ludzkiej woli, niszczy umysł. Tylko tak jestem w stanie opisać moje uczucia z tych dwudziestu miesięcy, podczas których wydział do spraw cudzoziemców decydował, czy nie jestem zagrożeniem dla imperium.

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Nie przegap nowego posta!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo