zaplujcie z nami

wtorek, 13 października 2015

Niby jestem wielojęzyczna, niby napisałam pracę magisterską z bilingwizmu, przez dobrych kilka lat siedziałam zasypana najróżniejszymi artykułami naukowymi i rozkminiałam, jak działa wielojęzyczny mózg - a i tak zaskakują mnie figle, jakie płata mi mój umysł w nowym środowisku językowym. Przystaję nad Ljubljanicą, piję espresso z papierowego kubka, z każdym łykiem przechylam się trochę do przodu przez balustradę, bo zawsze mam wrażenie, że kawa na pewno skapnie i poplami mój jasny prochowiec. I nagle na najbliższej latarni zauważam reklamę z napisem: „Zaplujte z nami”. I chociaż już zdążyłam się zorientować, że chodzi o przejażdżkę statkiem albo promem, to oczywiście wizualizację mam zupełnie inną: widzę raczej roześmianych ludzi plujących z rozmachem w pochmurną o poranku rzekę i zachęcających mnie do spróbowania moich sił. Nie mogę się powstrzymać od chichotu.

wielomostowie

niedziela, 11 października 2015

Smoczy Most jest ponoć jednym z najbardziej rozpoznawalnych zabytków w Lublanie. Tymczasem moim słoweńskim znajomym musiałam kilka razy tłumaczyć, o co dokładnie mi chodzi. Dragon Bridge? Co to takiego? Dopiero po chwili rozjaśniają im się twarze. „Aaaa! Zmajski most!”. Przez Smoczy Most przechodzę codziennie do pracy. A raczej mogłabym przechodzić codziennie, bo zwykle wolę przez Ljubljanicę przechodzić gdzie indziej: przez Trójmostowie (Tromostovje) przy placu Prešernova (Prešernov trg), albo przez obwieszony kłódkami Most Rzeźników (Mesarski most), albo jeszcze przez jakiś inny, mały, którego nazwy nie pamiętam. Smoczy Most ma, oczywiście, swój urok, ale odejmują mu go samochody, które z kapitalistycznym rykiem kursują między Starym Miastem a Nowym. W tych okolicznościach nie można mu nawet zrobić ładnego zdjęcia, bo w kadr ładuje się a to autobus, a to osobówka; trudno też jakoś dobrze się do zdjęcia ustawić, bo przecież ruch nie staje dla nawiedzonego turysty z aparatem, który znalazł kadr idealny trochę w bok od pasów dla pieszych. Ponoć gdy przez most przechodzi dziewica, smoki machają ogonami; niestety, jeszcze się na to widowisko nie załapałam; smutny jest chyba stan europejskich moralności!

Zdjęcie zrobione z narażeniem życia, pozycja niemal mostka, tzn. mocny odchył do tyłu

liście & popielniczka gratis

środa, 7 października 2015

W mieszkaniu wita mnie stęchły piwniczny zapaszek, pseudoakt na ścianie w kuchni i notka zostawiona na parapecie: „Hvala, ker ne kadite v apartmaju” (Dziękujemy za niepalenie w mieszkaniu). Obok, na niskim stoliku ustawionym przy sofie, leży tania szklana popielniczka.

(Czyżby postkomunistyczny humor? Kiedy ze Słoweńcami rozmawiamy o minionym ustroju, bawi nas, jak wiele mamy wspólnych doświadczeń, choć dzielą nas kilometry, kultura i język).

zupełnie inny wiersz

niedziela, 4 października 2015

Tuż przed moim wylotem do Lublany, kolega przesyła mi kilka ostatnich szczegółów dotyczących projektu, a potem dodaje: „Próbuję ustawić plan dnia, ale to zupełnie inny... wiersz, jak to mówimy w Słowenii”.

Jestem przygnieciona górą problemów, które jak zwykle pojawiają się w ostatniej chwili przed wyjazdem, ale to mnie rusza. Odpisuję mu mimo późnej pory: „Po polsku mówimy, że to inna para kaloszy. Po angielsku, że to inny kocioł ryb. Słoweński zdaje się ujmować sprawę z większą dystynkcją”. To taki pierwszy smaczek, dzięki któremu zapominam na chwilę o tym, że do Lublany jadę przede wszystkim do pracy. Budzi się we mnie detektywistyczna żyłka lingwisty-antropologa. W samolocie przeglądam pdfy z kursami słoweńskiego i chichoczę w duchu na widok zabawnych podobieństw do języka polskiego.

W Ljubljanie co i rusz natykam się na kapitalne rzeźby. Tu kamienne kaczki gardzą kamiennym chlebem. W tle katedra (Ljubljanska stolnica), siedziba arcybiskupstwa

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Nie przegap nowego posta!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo