W jak Walmart II

czwartek, 26 lutego 2015

Niestety nie jest to historia zasłyszana, lecz znaleziona raz w internecie i później nieopatrznie zgubiona. Szukałam jej ostatnio dość intensywnie, bo chciałam się upewnić, że dobrze ją pamiętam, ale bez skutku. Miała być prawdziwa, opowiedziana przez naocznego świadka. Rzecz wydarzyła się w Walmarcie i za każdym razem, gdy zdarza mi się wejść w jego zacne podwoje, przypominam sobie jej puentę i nie mogę powstrzymać wewnętrznego chichotu.

„Moja znajoma i ja robiłyśmy zakupy w Walmarcie, gdy zobaczyłyśmy jakieś zbiegowisko w dziale „wszystko dla domu”. W tym akurat sklepie był on umiejscowiony pod ścianą, bardziej na uboczu. Oczywiście poszłyśmy sprawdzić, co się tam dzieje. Okazało się, że w alejce z materacami uciął sobie drzemkę jakiś mężczyzna.

W jak Walmart

poniedziałek, 23 lutego 2015

W ramach Teksaskiego Paszportu, czyli zbioru pojęć i zjawisk niezbędnych do prawidłowego ogarnięcia teksańszczyzny stosowanej, omawiamy dziś sprawę podstawową i niebagatelną.

Mesdames et messieurs, W jak Walmart!

Źródło
Walmart - niby nic takiego szczególnego, ale jednak panuje w tym ponurym hangarze pewien hamerykański mikroklimat, o który trudno w innych bardziej normalnych supermarketach jak Kroger czy HEB. (Dodam, że w mojej okolicy małe biznesy typu „sklepiki cioci Emmy” praktycznie nie istnieją w branży spożywczej, więc nawet jeśli potrzebuję tylko jajek do właśnie robionych naleśników, muszę złożyć pokłon jakiemuś molochowi i odstać swoje przed kasą).

Teksaski Paszport

sobota, 21 lutego 2015

Z wielkim podekscytowaniem oznajmiam, że inauguruję na blogu nowy cykl krajoznawczy! Teksaski Paszport będzie subiektywnym zbiorem pojęć i zjawisk, których znajomość jest (moim zdaniem) niezbędna do prawdziwego przeżywania teksaskiej hamerykańskości. Pomysł ściągnęłam od autorki ciekawego bloga Subiektywny Słownik Słowackiego. Dvebodky była na uprzejma, że nie rościła sobie żadnych praw do idei słownika, a wręcz pozwoliła mi go skopiować, co ochoczo zrobiłam! (A do tytułu zainspirowała mnie dwupłytowa pozycja Sony Jazz Passport, którą przy okazji polecam wszystkim, a zwłaszcza tym macającym się przedwstępnie z tą cudowną muzyką).

pamięć niknie

czwartek, 19 lutego 2015

Otrzymałam dzisiaj SMS-a z przeszłości. Zmieniałam karty w starej komórce i po ponownym włączeniu zaczęła brzęczeć mi w dłoniach. A to załadował się SMS. Ode mnie, a przynajmniej nadawca oznaczony moim imieniem, jakimś obcym zdrobnieniem, ale jednak moim imieniem. Data dzisiejsza, choć to przecież niemożliwe. Przez lata pożyczałam ten telefon kilku osobom, bo to solidna, metalowa Motorola, z hardcorowymi klawiszami, która nigdy się nie zedrze. Pamiętam, w którym pawilonie w warszawskich podziemiach zdejmowałam z niej simlocka, żebym mogła bez problemu żonglować kartami polskimi i amerykańskimi.

„Do zobaczenia po drugiej stronie oceanu :)”. To ja? Może faktycznie ja. Brzmi jak ja lekkomyślnie. O którą stronę oceanu chodzi? Kiedy to wysłałam? Komu?

ballada o białych śmieciach

wtorek, 17 lutego 2015

Rankiem, w pierwszy dzień świąt, Karen nasypała maluchom karmy, nalała wody, zamknęła dokładnie przyczepę i udała się w drogę zobaczyć syna. Syn Karen zadzwonił do niej dzień wcześniej. Z okazji Bożego Narodzenia kupił wielką torbę mrożonych krewetek i dopominał się o mamine scampi. Nie mogła mu odmówić. Nie zawsze zdarzało się tak, że byli na święta tak blisko: dzieliło ich jedynie trzydzieści kilometrów. Razem z obsesyjną miłością do przybłąkanych kundli, syn odziedziczył po niej wściekły wstręt do dłuższego przebywania w jednym miejscu. Włóczył się po całym Południu za pracą, to tu, to tam. Czasem traciła rachubę, dokąd go tym razem rzuciło. Był a to w Tennessee, a to w Missouri, a to w Oklahomie. Bawił się w ujeżdżanie byków na małomiasteczkowych rodeach. Pomieszkiwał u znajomych i bardziej znajomych kobiet: tych, które wytrzymywały jego kłębiasto owłosioną klatę i trzy ukochane maluchy. Maluchy już tylko z nazwy, bo dwie najstarsze suczki miały po kilkanaście lat: siostry z tej samej matki, z innych miotów. Kochały go ospale, lecz zajadle, i kładły się z nim spać na tym samym legowisku z kilku koców na krzyż.

do przodu na okrętkę

czwartek, 12 lutego 2015

Po prawie trzech latach kulania się z moim prasowaniem od hotelu do hotelu, kupiłam żelazko. Nagłe chcenie i szybkie wykonanie zamysłu zaskoczyło mnie samą. Żelazko powiesiłam na drzwiach spiżarki, w koszyczku zakupionym specjalnie na ten cel. Potem nabyłam ręczny mikser. Potem elektryczną szczoteczkę do zębów. Co też ja dobrego wyrabiam? (Poza tym, że oczywiście pnę się w górę hierarchii społecznej. Żelazko stacjonarne, no no no). Zmęczenie prowizorką czy orbitowanie wokół akceptacji?

Żuję wędzidło. Zastanawiam się, czy mi się podoba taki układ, w którym wszystko mogę sobie ustawić niby pode mnie.

przyjść & odejść

wtorek, 10 lutego 2015

W mieszkaniu wita mnie ziąb, stękająca lodówka i toaleta w stanie rozszumienia stałego. Nic złego się z nią nie dzieje, tylko tak sobie na jednym tonie murmurzy. Nie wiem, co mam zrobić, żeby zyskać choć chwilę względnej ciszy. W lodówce resztki, których nie zdążyłam przed wyjazdem wyrzucić. Amerykańskim sposobem w ogóle niezepsute. Sałata przyschnięta do plastikowego opakowania, groszek w puszce pomarszczony, wessany w siebie; masło nadal żółciutkie. Głupie to, ale jednak lepiej bym się poczuła na widok choćby jednego krążka pleśni. Takie zakonserwowanie na mur beton, wydaje mi się trochę upiorne.

Jak zwykle gdyby nie kalendarz, to dałabym sobie rękę uciąć, że w Polsce byłam ponad rok, a nie ledwie ponad miesiąc.

Angielskie słowa wadzą mi w buzi jak mazurski knedel wciśnięty w jadaczkę tak na jeden chaps. Samogłoski wybrzmiewają pod dźwiękiem, nie jak w głowie. Łapię się na ciągłych fałszach. Zapominam kolejnych warstw smalltalku: How are you? How have you been? What did I miss? Been a long time! My, but you look nice! So what’s new? Cold, isn’t it? Utykam gdzieś na wysokości pierwszego zwrotu i nie pamiętam, jak ciągnąć tę spiralę dalej, aby wreszcie po kilkunastu oględnych zakrętach zbliżyć się do żywego mięsa.

miraż

sobota, 7 lutego 2015

Tylko raz zdarzyło się tak, że przegadałam z kimś lot przez Atlantyk: dziewięć, dziesięć długich godzin; odcinek wycięty z życiorysu, kiedy człowiek zwija się w harmonijkę, zmywa cały makijaż, ściąga soczewki, najchętniej nitkowałby zęby przez całe osiem godzin, ale nie może, bo ciągle go karmią jakimś dziadostwem, i w dziuplowatej toalecie praktykuje sztukę mycia się na stojąco. Tak naprawdę nie chce odzywać się do nikogo; wcale nie chce być ocalany od zapomnienia, bardzo wręcz przeciwnie: marzy mu się wypikselowane istnienie.


jedno słowo komentarza

środa, 4 lutego 2015

Na dwa tygodnie zniknęłam z sieci. Chyba widać. Niestety, było to spowodowane trzepotaniem się w sieciach innego rodzaju, głównie w asymetrycznych okach biurokratycznego absurdu. Z tą ostatnią hydrą nie udało mi się wygrać, pomimo ponawianych wizyt w urzędach. Główna sprawa do załatwienia pozostała więc niezałatwiona.

Czuję się trochę sobą zawiedziona, nie ukrywam. Heraklesowi się udało, a ja co? Dętka. Muszę jeszcze raz prześledzić ten mit w poszukiwaniu pożytecznych wskazówek w walce z nieśmiertelnym monstrum.





Tymczasem w Poznaniu (niezupełnie tymczasem, ale w mojej pamięci to zdarzenie funkcjonuje sobie w przytulnym bezczasie właściwym wspomnieniom), na pewnym przystanku gdzieś w okolicy Rynku Jeżyckiego, do autobusu wsiadł wysoki starszy pan, w brązowym garniturze, jak by to określił Fogg, un peu démodé.

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Nie przegap nowego posta!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo